Aleksandra-Kisiel

Aleksandra Kisiel

Razem z moim chłopakiem handlowaliśmy narkotykami, eksperymentowaliśmy. W końcu wpadliśmy w poważny nałóg. Po założeniu własnej plantacji nie musieliśmy się martwić o pieniądze i to właśnie nimi chcieliśmy zapchać całą tę pustkę, która nieustannie dawała się nam we znaki.

„Po co to wszystko? Po co żyjemy? Jaki jest sens tego wszystkiego? Czy kiedykolwiek będę szczęśliwa?” Tak bardzo obawiałam się tragicznych odpowiedzi na te pytania, że wolałam nie trzeźwieć. Z tego powodu nie byłam w stanie dłużej studiować, normalnie funkcjonować, utrzymywać relacji z ludźmi.

Ważne były tylko doznania, coraz mocniejsze – narkotyki, seks, kradzieże, imprezy… I tak w kółko, a depresja potęgowała. W końcu wyjechaliśmy do Holandii na zaproszenie przyjaciela, który dowodził tamtejszą mafią. I tam mój świat stanął na głowie. Nie dość, że z naszych planów nic nie wyszło, bo nagle Majk został aresztowany, to w oczekiwaniu na rozwiązanie tej sytuacji, znalazłam się wśród wielu młodych ludzi, którym nie zależało na niczym poza robieniem pieniędzy i dobrym towarem. Nie mogłam w to uwierzyć. Wielu z nich było młodszych ode mnie i nie chcieli nic więcej. Nie mieli planów, ambicji, marzeń. Pieniądze i narkotyki. Poczułam, że to wszystko gnije od środka.

Jednak szybko uświadomiłam sobie, że jestem zupełnie taka sama. Tracę poczucie mojego człowieczeństwa, sensu. Daję sobie wykraść najlepsze lata mojego życia, dotykam dna i albo zakończę to tu i teraz, albo popłynę tym samym nurtem rzeki.

Po powrocie – rozstaliśmy się. Zostałam sama – bez pieniędzy, bez studiów, bez dragów, bez żadnego wsparcia. Nie wiedziałam, co robić. Podzieliłam się swoją sytuacją ze znajomym, na którego w czasach gimnazjum mogłam liczyć, który nigdy mnie nie skreślił. Obiecał mi pomodlić się za mnie i chociaż wydawało mi się to dziwne, bo szczerze mówiąc, nie takiego wsparcia oczekiwałam, to niebawem dostałam od niego SMS-a.

Był już późny wieczór, byłam sama w swoim pokoju i przeczytałam modlitwę, której fragment brzmiał: „a Duch Boży niech cię napełni i wyciszy”. Gdy tylko przeczytałam te słowa, poczułam taki wielki pokój, jakiego dotąd nie znałam. Chciałam zacząć od nowa i uwierzyłam, że mogę. Że ten Bóg, o którym tyle słyszałam na katechezach, w różnych miejscach – istnieje naprawdę. Nagle zaczęło do mnie docierać, co często słyszałam na tych lekcjach o ofierze Jezusa, o tym, że On oddał za mnie życie, że dzięki Niemu mogę żyć naprawdę, że wybaczy mi grzech.

Teraz albo nigdy.

Zaczęłam mówić do Niego, że nie chcę i nie mogę już dłużej tak żyć. Że to mnie zabija, że nie wiem, kim jestem i że chcę zacząć wszystko od nowa. Czułam, że moje słowa nie odbijają się od ściany, ale są przyjmowane przez Kogoś…

– No dobrze, ale nawet jeśli zacznę wszystko od nowa, to jaki jest sens mojego życia? – odważyłam się zadać to pytanie po raz pierwszy w życiu. I pierwszy raz w życiu usłyszałam odpowiedź: – Od teraz wszystko co robisz, będzie na moją chwałę.

Przestraszyłam się w pierwszej chwili, że zwariowałam. Ale zaczęłam pytać dalej, o moje życie, o to co będzie ze mną. I na wszystkie pytania przychodziła odpowiedź, bardzo jasna i konkretna. Usłyszałam, że On się zatroszczy o wszystko, że wszystko odnowi, że przywróci mnie do życia. Pośle do ludzi, abym mówiła o tym, co uczynił dla mnie.

Nie mogłam uwierzyć, że ktoś taki jak ja miałby kiedykolwiek mówić o Bogu. Ale na koniec usłyszałam tylko: – zaufaj mi, wszystko będzie dobrze.

Uchwyciłam się tych słów i ogarnęła mnie tak wielka radość, że chciałam krzyczeć, uwielbiać Jezusa, choć nigdy wcześniej tego nie robiłam. Powiedziałam na koniec: – Jezu oddaję Ci swoje życie, jesteś moim zbawicielem.

Następnego dnia spotkałam się ze znajomym, od którego dostałam tego SMS-a. Opowiedziałam mu, co zaszło, spodziewając się co najmniej wyśmiania. A on słuchając uważnie, podsumował mnie: – No, w końcu!

Coo? Nie mogłam uwierzyć. Czy to ukryta kamera? Co tutaj się dzieje? Powiedział mi wtedy, że gdy mnie poznał, Bóg powiedział mu, aby się modlił o moje nawrócenie. Trwało to 7 lat. A tamtego dnia, gdy rozmawialiśmy ostatni raz, akurat prowadził spotkanie wspólnoty i wszyscy modlili się o to, aby Bóg przyszedł do mnie i zmienił moje życie.

Na koniec tej rozmowy, Krzysiek pomodlił się nade mną o uwolnienie z uzależnień. Następnego dnia byłam całkowicie wolna. Nigdy więcej nie musiałam sięgnąć po narkotyki.

Niespełna miesiąc po tej nocy Bóg postawił mnie przed moim byłym liceum, gdzie miałam podzielić się tym doświadczeniem. Później zaczęły się różne wyjazdy, rekolekcje.

Odnowił moją relację z rodzicami, a potem pociągnął ich do siebie, tak, że są dzisiaj we wspólnocie, która modliła się o moje nawrócenie.

Dostałam się na wymarzone studia i mogę rozwijając swoje pasje na chwałę Boga. Prowadzić innych do Jezusa, ale też uczyć, jak wykorzystywać dane nam przez Boga talenty.

Jezus dał mi nowe życie. Zbudował mnie od nowa, choć sama nie widziałam już dla siebie nadziei. On jest dobry, nigdy Cię nie potępił i chce dla Ciebie dobra. Chce, abyś miał w Nim życie i to życie w obfitości! Ale czy Ty tego chcesz?

Tags: No tags
0